he said.

Przemówił do mnie Bogdan Wenta z plakatu Żywca. Powiedział: ‘Każda sekunda jest ważna.’ Więc dalej już tylko biegłam. Bo w sumie ma rację. I zdałam sobie sprawę, że życie w dalszym ciągu przepływa mi między palcami. Fejsbuk, ploty, e-mail, uczelnia, on, one, oni. Wszyscy. I spać. I potem znowu wstać, przestawiając budzik o 5, 15, 30 minut. I wszystko w biegu. Znamy? Znamy. A wcale nie chcemy znać.

Ostatnio dowiedziałam się na jednych z zajęć, że osiągnięcie ideału jest niemożliwe, gdyż zawsze czegoś będzie nam za mało. Jedna sukienka, następna sukienka. 5 kilogramów mniej, 7 kilogramów mniej. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że prawdziwa jest myśl, że człowiek nie może się zmienić, nawet jeśli bardzo, bardzo próbuje. Bo zawsze coś staje na przeszkodzie. Pokonuje się jeden strach, ale tych strachów jest jeszcze wiele, każdy się czegoś boi, każdy czegoś jeszcze w życiu nie spróbował. Każdy ma lęk przed nieznanym. Mam wrażenie, że w każdym człowieku jest to małe pękniecie, które nijak i nigdy nie będzie się chciało zrosnąć. Sęk w tym, żeby się przekonać, jaka jest w nas tzw. aktywność sejsmiczna – czy pękniecie się poszerzy i jak bardzo a może, może, może jednak istnieje jakiś genialny cement, który mógłby to skleić. Ale coraz rzadziej w to wierzę. To złe, wiem. Jakiś paskudny, gorzki realizm, ale ile można wszystko tłumaczyć zbyt długą zimą. W końcu mamy już wiosnę, zielono-kolorową, wietrzną. Piękną. Mam tylko wrażenie, że to pęknięcie pochłania wszystko. Że siedzi tam jakiś smok, który pożera to wszystko, co cieszy, a wypluwa żółć. Żółć czyni niezdolną do wielu rzeczy. I że tak jest zawsze.

Że patrzy się na innych, na inne, że język wystrzeliwuje złośliwości a tak naprawdę nie można nic udowodnić. I znowu ten beton. Beton zbrojony. Betonowa ściana. I stoi tam i nawet nie może się zawalić, bo musi trzymać całość. Bo są inni, którzy chcą się o nią oprzeć..

Żeby esej z literatury angielskiej pisało mi się równie łatwo jak ten wpis..

D.

see the sky, the burning rain

she will die and live again

tonight..

Advertisements

these times, they are a-changin’.

Zaczynam w mało ciekawym dniu. wszyscy wiedzą, co się stało: samolot się rozbił, wszyscy zginęli. Nie żyje prezydent, żona prezydenta, szefowie IPN, NBP, PKOl-u, posłowie (w tym np. wspaniała pani poseł Jaruga-Nowacka), wojskowi, duchowni, delegaci. Ale przede wszystkim zginęli ludzie. Ludzie, którzy pozostawili po sobie pustkę. Wiadomo, życie wypełnia każdą pustkę, ale istnieją takie, które w zasadzie są niewypełnialne. I tak, rodziny będą przeżywać przez wiele lat.

A naród?

Moja wizja jest mało optymistyczna i do tego mało popularna. Wygląda to tak, że teraz jesteśmy razem. Teraz się jednoczymy, zapalamy znicze, kładziemy kwiaty, wylewamy łzy. Owszem. Samorzutnie, spontanicznie, tak. Żałoba, jutro nieczynne sklepy (co zrobią ze sobą te tysiące nastolatek?) i przez tydzień kiry, wspominanie. Świece.

A potem?

Potem będzie sprowadzenie ciał, uroczysty pogrzeb prezydenta, kolejne pogrzeby, ‘wciąż nie możemy się otrząsnąć’, kampania (choć w takich okolicznościach zapewne będzie wyglądała..skromnie), wybory. I zaczniemy zapominać. Brutalna prawda: życie toczy się dalej. Do egzaminów trzeba się nauczyć, do pracy chodzić i tak dalej. Przyjdzie lato. A potem to już tylko rocznica. Pierwsza, druga, trzecia..

Co mnie teraz najbardziej denerwuje, to dorabianie do tego wszystkiego martyrologii. Owszem, mamy pecha, tak, Polsce przytrafiają się wybitnie złe rzeczy. Ale jak słyszę w radiu, że to byli wybrani i ponieśli męczeńską śmierć i jeszcze żeby ludzie o Katyniu przypadkiem nie zapomnieli, to mnie szlag trafia. Wiem, że każdy ma swój sposób na przeżywanie. Ale ludzie, no błagam, chociaż trochę rozsądku. To prawda, jest w tym wszystkim jakaś straszna symbolika, w końcu historia (niestety) w pewien sposób zatoczyła koło. Ale to był zbieg okoliczności. No, chyba że ktoś miał w tym jakiś straszliwy zamysł, ale to są już teorie dla oszołomów. To tak, jakby mówić, że Elvis żyje.

Chociaż w to akurat zdarza mi się wierzyć.

A grupy na FB? Znicze w opisach na gg? Te dwa demotywatory? Cóż, każdy przeżywa jak umie. Ja na przykład nie byłam zapalić znicza. Nie lubię upubliczniania. Nie, naprawdę nie jestem nieczuła. Mnie też to kąsa, ale na swój własny sposób. Po prostu nie chcę dać się zwariować.

D.