these times, they are a-changin’.

Zaczynam w mało ciekawym dniu. wszyscy wiedzą, co się stało: samolot się rozbił, wszyscy zginęli. Nie żyje prezydent, żona prezydenta, szefowie IPN, NBP, PKOl-u, posłowie (w tym np. wspaniała pani poseł Jaruga-Nowacka), wojskowi, duchowni, delegaci. Ale przede wszystkim zginęli ludzie. Ludzie, którzy pozostawili po sobie pustkę. Wiadomo, życie wypełnia każdą pustkę, ale istnieją takie, które w zasadzie są niewypełnialne. I tak, rodziny będą przeżywać przez wiele lat.

A naród?

Moja wizja jest mało optymistyczna i do tego mało popularna. Wygląda to tak, że teraz jesteśmy razem. Teraz się jednoczymy, zapalamy znicze, kładziemy kwiaty, wylewamy łzy. Owszem. Samorzutnie, spontanicznie, tak. Żałoba, jutro nieczynne sklepy (co zrobią ze sobą te tysiące nastolatek?) i przez tydzień kiry, wspominanie. Świece.

A potem?

Potem będzie sprowadzenie ciał, uroczysty pogrzeb prezydenta, kolejne pogrzeby, ‘wciąż nie możemy się otrząsnąć’, kampania (choć w takich okolicznościach zapewne będzie wyglądała..skromnie), wybory. I zaczniemy zapominać. Brutalna prawda: życie toczy się dalej. Do egzaminów trzeba się nauczyć, do pracy chodzić i tak dalej. Przyjdzie lato. A potem to już tylko rocznica. Pierwsza, druga, trzecia..

Co mnie teraz najbardziej denerwuje, to dorabianie do tego wszystkiego martyrologii. Owszem, mamy pecha, tak, Polsce przytrafiają się wybitnie złe rzeczy. Ale jak słyszę w radiu, że to byli wybrani i ponieśli męczeńską śmierć i jeszcze żeby ludzie o Katyniu przypadkiem nie zapomnieli, to mnie szlag trafia. Wiem, że każdy ma swój sposób na przeżywanie. Ale ludzie, no błagam, chociaż trochę rozsądku. To prawda, jest w tym wszystkim jakaś straszna symbolika, w końcu historia (niestety) w pewien sposób zatoczyła koło. Ale to był zbieg okoliczności. No, chyba że ktoś miał w tym jakiś straszliwy zamysł, ale to są już teorie dla oszołomów. To tak, jakby mówić, że Elvis żyje.

Chociaż w to akurat zdarza mi się wierzyć.

A grupy na FB? Znicze w opisach na gg? Te dwa demotywatory? Cóż, każdy przeżywa jak umie. Ja na przykład nie byłam zapalić znicza. Nie lubię upubliczniania. Nie, naprawdę nie jestem nieczuła. Mnie też to kąsa, ale na swój własny sposób. Po prostu nie chcę dać się zwariować.

D.

Advertisements

2 thoughts on “these times, they are a-changin’.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s