minus the cośtam.

Helou.

Dzisiaj idę na łatwiznę. G. przypomniała mi o pewny tekście, który miałam zachowany gdzieś na dysku, napisany bodajże w pierwszej klasie liceum. Bazgrany na lekcji, na korytarzu, pierwsza wersja wciąż jest w jakimś ładnym zeszycie z ołówkiem, pamiętam nawet gdzie go kupiłam.  I że chyba wtedy kupiłam pierścionek za 12,90, którego zresztą chyba już nie noszę. I właśnie ten zeszyt. I że było już zimno i ciemnawo. Albo i zupełnie ciemno.  A sam tekst? No cóż. Tchnie on lekko naiwnością, dość szczeniackim idealizmem. Pewnie teraz  już bym teraz czegoś takiego nie napisała, chociaż tak wiele się nie zmieniłam. Między wierszami dostrzegam to, co prześladuje mnie do dziś. Raczej nic dobrego. Ale to tylko między wierszami. Zostawcie to mnie. Tu trzeba wytoczyć ciężką artylerię. A tymczasem, Panie i Panowie, przedstawiam Wam tekst mojej szesnastoletniej wersji. Matko, jak ten czas szybko leci..

D.

“KIEDY JEST MINUS”

Kiedy jest minus, wszystko przekręca, wywraca, nicuje. Byle na odwrót i inaczej. Jak pół może być mniejsze od ćwierci? Tylko w świecie minusów. Minus pół i minus ćwierć.
Komu minusy nie komplikują życia? Na matmie można pomylić znak. W banku można być na minusie, ale żeby na nim być, na matmie nie można pomylić znaku. Koło się zamyka. Jakie koło?! Nie ma kół na minusie. Może poza podbiegunowym. Słupek rtęci na minusie, proste. Zimno. Mróz. Jakkolwiek jednak, najgorzej jest być na minusie na słupku uczuć ludzkich. Słowem być kreską pod kreską. Chociaż zaczyna się od plusów, nawet najmniejszych, stopniowo spadają one w dół, do zera. Samo zero nie napawa zbytnim optymizmem – wszyscy wiemy, jak negatywne znaczenie ono posiada. Zero. Nic. Być niczym. A skoro jestem niczym, to znaczy, że mnie nie ma. Mogę zniknąć, a i tak nikt nie zauważy, że mnie nie ma. A czy być zerem jest lepsze od bycia poniżej niego? Nie mam pojęcia, ale w każdym razie, czymś się wtedy jest. Tak samo nie wiem, jak w ogóle można być poniżej zera. Przecież czegoś takiego nie powinno być, prawda? Żyjemy w kraju znanym jako tolerancyjny od wieków. Zresztą, nie mówimy tylko o naszych ziemiach, takie przypadki zdarzają się na całym świecie. Mówiąc o tym, nawet nie zakładam, że problem nie istnieje. Nie wiem tylko, jak można w ogóle być poniżej niczego. Przecież już przy ‘byciu zerem’ ludzie zakładają swoją zbędność i nieistnienie, a co dopiero przy byciu poniżej?
Załóżmy jednak, że taki człowiek istnieje, jeszcze nie rozumie, za jaką istotę mają go inni. Czym on jest? Jeszcze człowiekiem? Głupie pytanie, na pewno nim jest. Szukam materii, faktury, kształtu, koloru.
Zapytacie, po co? Przecież człowiek, nawet poniżej zera pozostaje człowiekiem! Istotą ludzką! Z prawem do własnego życia! A jednak inni traktują go gorzej, więc pytam, z jakiej materii zbudowany jest ten człowiek? C z ł o w i e k, a nie zjawa czy duch. Widać z jakiegoś materiały gorszej jakości, skoro jest poniżej i przy najbliższych przymrozkach rozpadnie się, a jego myśli – też trzeciego gatunku – zamarzną i staną się jeszcze bardziej bezużyteczne niż są – dla niektórych.
No właśnie. Ci ‘niektórzy’. A jakie są ich myśli, czy na pewno tak wiele warte? Pełne pogardy, złośliwości, chłodu. Może nawet nienawiści, a na pewno pychy. Generalnie, jest ponadto – powyżej kreski, zera, na plusie – w jego mniemaniu – bardzo wysoko.
A tak naprawdę jest jeszcze niżej, wypełniony subiektywnymi uczuciami, na które zasługuje niewielu – a Ci, co na nie zasługują, nigdy ich nie usłyszą. Zarzucicie mi stronniczość – no tak, to może tak wyglądać, ale bez przesady. Choć może, gdybym była mniej leniwa zostałabym obrończynią praw człowieka. Podług mojego spojrzenia – a każdy ma inne – to najczęściej ludzie nieśmiali, biedni lub słabi, po prostu słabi – są pod kreską. Często takie podejście pozwala nam się wywyższyć łatwym kosztem. Człowiek słaby się nie postawi, nie powie ‘Nieprawda, nie masz racji’, nie obroni się. Z kolei ludzi złych – co za względne słowo, nie cierpię go – zwyczajnie się boimy. Nie jesteśmy w stanie wytknąć im błędu, by samemu nie zostać poniżonym, nie znaleźć się na minusie. I znowu niewidzialne koło zamyka się. Bo przecież kto o sobie uważa, że zasługuje na pogardę czy oziębłość? Chyba nikt. A w każdej chwili ktoś nam to może wypomnieć. Istnieją prawa i to pisane niemalże wprost zabraniające tak negatywnej postawy. Sama nazwa – ” Karta Praw Każdej Jednostki Ludzkiej” – mówi sama za siebie. Właśnie znalazłam to w jakimś swoim starym notatniku. Spory czas temu, zaznaczyłam żółtym wykrzyknikiem prawa szczególnie dla mnie ważne. Niewiele osób je zna, tak myślę. A przydałoby to się. Bo może nie wiecie, ale każdy ma prawo do:

– myślenia czasami wyłącznie o sobie (zapomina o tym znakomita większość z nas, w stosunku do innych, z kolei inni chętnie go nadużywają)

– własnych opinii i przekonań (nasz kraj, gdyby był osobą, odsiadywałby n-krotne dożywocie za złamanie tego prawa i nie tylko nasz)

– własnych odczuć, nawet gdy dla innych są one bezsensowne. (co bezpośrednio odpowiada na pytanie: ‘czemu niektórzy ludzie uważają się za lepszych od innych?’)

Trochę to dziwne. Bo podczas gdy ja mogę kogoś uważać za poniżej zera (chociaż nie powinnam, mi też się to zdarza. Ostatecznie jestem tylko człowiekiem. Ale jak pisała w pewnym felietonie Roma Ligocka, jest to ulubione ludzkie usprawiedliwienie. I z tego też wynika wiele nieporozumień.) ten ktoś może uważać za poniżej zera mnie. Co prowadzi do oczywistego wniosku, który tak naprawdę nie ma sensu, bo przecież, rzadko kiedy idziemy na kompromis. Za wysoko dla nas. Kompromis obca rzecz. Ale o tym za chwilę. Bo pewnie nie wiecie również, że nikt, ale absolutnie nikt (o ile tylko jest człowiekiem, a nie robotem czy humanoidem) nie musi:

– być w 100% idealnym

– iść za tłumem (odpowiedź na pytanie: ‘czemu niektórzy ludzie są nieakceptowani przez środowisko?’)

– rezygnować dla innych ze swojej tożsamości (nawet, jeśli rezygnują, często wracamy do punktu wyjścia. ludzie będący ponadto często są niezadowoleni ze swoich ‘podkreskowych’, więc nie zmieniają zachowania wobec nich.  Witamy znowu, błędne koło podbiegunowe!)

To są prawa spisane. To, że niezbyt wiele osób o nich wie, to wina wielu czynników i nie zamierzam tutaj nikomu nic wytykać. Powiem tylko jedno, ten niby oczywisty wniosek: jakkolwiek nie uważam, żeby matura z matematyki była obowiązkowa, obowiązkowe dla wszystkich powinno być pewne matematyczne prawo: że minus i minus, zawsze daje plus.

PS. I obowiązkowa piosenka. Bo znowu słucham radia na zestawie słuchawkowym. A tej nie słyszałam już bardzo dawno.

D.