let’s get out. let’s get out of this place.

Mam plan. (zawsze w tym momencie dopowiadam: wykonam go sam.)

Mam zamiar któregoś pięknego dnia wyjść na ulicę i spojrzeć na wszystko inaczej. Spojrzeć na siebie inaczej. Wyizolować się z tłumu, jak to robi kamera na filmach a potem wmieszać się w niego i patrzeć. Uśmiechać się. Chłonąć wszystko dookoła. Zamknąć drzwi a w zamian pootwierać okna. Ci, co mnie znają pewnie wiedzą, ile razy już taki plan miałam, ile razy świeciły mi się oczy na samo wspomnienie zmian. I te osoby na pewno wiedzą jak szybko się poddawałam, że wystarczyła jedna niemiła pani w autobusie albo jedna superzdolna dziewczyna żeby moja twarz przybierała ten ‘nie-dam-rady’ wyraz. I właśnie dlatego nie chcę pisać, że ‘tym razem będzie inaczej’, bo tak naprawdę sama nie wiem jak będzie. Mogę tylko i aż postarać się żeby powoli, krok po kroku wcielać go życie i wciąż brnąć naprzód, nie pozwolić żeby cokolwiek sprawiło że postawię dwa kroki do tyłu albo, co gorsza, ucieknę z przestrachem i wrócę do punktu wyjścia. Zacznę od tego, a co będzie dalej, czas pokaże. Wiem, że być może zima nie wydaje się być najlepszym czasem dla zmian, (no, może poza okołosylwestrowym odchudzaniem, które to nigdy mi nie wyszło jak i zresztą każde odchudzanie) ale z doświadczenia wiem że moje noworoczne postanowienia zazwyczaj okazują się nicniewarte. Wszyscy wiemy że pierwszego stycznia albo nie zaczniemy bo będziemy zbyt skacowani, albo zaczniemy ze zbyt dużym wigorem który odejdzie nam po tygodniu i wrócimy do starych przyzwyczajeń, bo tak po prostu jest łatwiej, a w gruncie rzeczy to wcale nie było tak źle, po co cokolwiek zmieniać? Więc tak trochę na przekór – zacznę od grudnia, żeby minutę po północy pierwszego stycznia być już w pełnym rozpędzie. A na razie? Na razie sobie to wszystko porządnie przemyślę. I nieważne że sformułowanie ‘opracuję strategie’ brzmi okropnie biznesowo i zupełnie nie na miejscu, to dokładnie to zamierzam zrobić. Pewnego pięknego dnia wyjdę na ulicę i spojrzę na wszystko inaczej. Uśmiechnę się i zrobię ten drugi krok. Bo ten jest pierwszy. I jeśli kiedykolwiek zwątpię i powiem że nie dam rady, przeczytam to wszystko od nowa. I jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze. I nie, wcale nic nie chcę udowadniać. A jeśli komukolwiek – to tylko sobie. Że potrafię. I że wcale nie jestem taka, jak mi się wydaje że jestem. A to chyba wcale nie  jest takie trudne. Bo..

if we run / we just might find that / there’s a way / to get out / of this place.

 

 

D.

 

 

Advertisements