it’s all or nothing

Chyba trochę wychodzę na prostą. Chyba. Tak trochę. Po prawie półtorarocznej przerwie wracam do idei bloga jako internetowego pamiętnika, w którym piszący dzieli się z czytelnikami fragmentami swojego życia. I tak piszę głównie dla siebie, ten internetowy ekshibicjonizm niewielu ma czytelników. Ale nawet dla tych kilku osób nie chciało mi się pisać. W ogóle. No, może czasem się zastanawiałam, że może, że to teraz.. jak widać, odwlekało się to aż do dzisiaj. Do dwudziestego pierwszego dnia września, dwa tysiące czternastego roku, kiedy to polscy siatkarze zagrają o złoty medal mistrzostw świata orgnizowanych w Polsce. Taki to zbieg okoliczności. Niewielu wierzyło że Antiga, trener bez doświadczenia jest w stanie wyprowadzić nas chociaż z grupy. Ale się udało i dzisiaj jest wielki dzień. Ze mną za to był, i pewnie jest, inny problem. To ja w siebie nie wierzę. Ja nie muszę zatrudniać trenera żeby mnie poprowadził do mistrzostwa, to ja jestem swoim własnym trenerem, swojej własnej drużyny, samej siebie. I w siebie nie wierzę. Moim największym sukcesem jest dostanie się na studia magisterskie mimo niezbyt dobrze zdanego egzaminu. No i publikacja wierszy w gazetce szkolnej w czwartej klasie szkoły podstawowej i zwycięstwo w dzielnicowym konkursie ortograficznym. I w sumie na tym sukcesy się kończą. A powinny się zaczynać właśnie teraz, powinnam już być panią magister, której udało się znaleźć pracę. Jestem na takim życiowym zakręcie, mimo tej sporej ilości dziecka we mnie czuję, że w pewnych aspektach powinnam już dorosnąć. Ale kiedy traktuję to wszystko serio, jest naprawdę źle a moje samopoczucie sięga gdzieś w okolice dna i wodorostów. “Powinnam” ? Chciałabym. Chciałabym bardzo, żeby ta iskra która przyspiesza zapłon, dopadła także mnie. Żeby nabrać tego rozpędu, który obiecuję sobie od zawsze i wreszcie nie oglądać się na innych, którzy też odnoszą sukcesy ale na innych polach i wreszcie uświadomić sobie że nie wszyscy jesteśmy tacy sami a ja nigdy nie będę modelką, ale może szanowanym człowiekiem, który osiągnął coś tam gdzie mógł i chciał.

Tyle na teraz. Mam nadzieję że wrócę na dłużej. Dzisiaj będzie bez muzyki, bo post jest spontaniczny a nic specjalnie mnie teraz nie łapie za serducho. Uściski dla Was wszystkich którzy jeszcze pamiętają, a za siatkarzy trzymam kciuki i wierzę, że dzisiaj będzie TEN DZIEŃ. Dzień, kiedy wszyscy zapłaczemy, ale z radości i wielkiej dumy.

D.

Advertisements

3 thoughts on “it’s all or nothing

  1. Bycie magistrem i znalezienie pracy mam zaliczone, a mimo to gdzieś głęboko dalej nie wiem kim jestem, także… uwierz że każdy kolejny szczebelek po którym się wspinasz jest po prostu kolejnym miejscem z którego widzisz niezidentyfikowaną przestrzeń 😛 tyle tylko dobrego że będę wreszcie miała kasę na spokojnie rozkminianie owej przestrzeni 😀

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s