i know the sun was set to rise. końce i początki.

I znowu tu jestem.

Widać, że jednak lepiej wychodzą mi spontaniczne posty niż zaplanowane. Pewnym jest, że gdyby nie pewne wydarzenia ten post pewnie nigdy by nie powstał. Albo powstałby w zupełnie innej czasoprzestrzeni. Innym życiu. Sytuacji, które mogły zapoczątkować żywot tekstu o końcach i początkach było już pewnie w życiu wiele, ale jakoś tak się złożyło, że piszę o tym dopiero teraz. Piszę, niewiele się zastanawiając. Słowa zapączkowały w głowie wietrznym popołudniem. I jakoś nie chciały wyjść z głowy.

Tekst będzie o prawdzie uniwersalnej: że każdy koniec to nowy początek. I że coś się kończy, coś zaczyna. I że to nie koniec świata. I jeszcze, nie smuć się że się skończyło, tylko ciesz, że się przytrafiło. I o tym, że jak każda uniwersalna prawda: łatwiej powiedzieć, trudniej wykonać. A czasem najtrudniej zrozumieć.

Tekst nie będzie się zupełnie wdawał szczegóły co, jak i dlaczego. Bo to nie o to chodzi. Bo dla każdego inna sytuacja może wywołać iskrę. Bo czasem koniec jest milczący. Trochę jak dziś. Czasem koniec jest spektakularny. Czasem wiedzą wszyscy, czasem nikt. Czasem tylko my. I ta rolka filmu kręcąca się w głowie nagle się urywa i przechodzi do archiwum.

Tekst będzie o tym, że większość końców bywa smutna, jak ten dzisiaj. Czasem jednak jest radosna i przynosi uczucie ulgi – że to już, koniec. I czasem, razem z ulgą – triumfu. To nie dzisiaj. Ale miało nie być szczegółów. Czasem koniec nie przynosi zupełnie nic. Jest pozbawiony znaczenia. Jest dokładnie tym, czym miał być.

Tekst będzie też o tym, że zarówno początki jak i końce bywają trudne. Że tak samo trudno jest zacząć jak i skończyć. Że zazwyczaj początki niosą więcej radości niż końce, ale często euforia rozpływa się w trakcie. Że czasem są pewne rzeczy które mają początek a nie mają końca. Czasem to dobrze. Czasem źle. Często – po prostu normalnie. Krąg życia.

Tekst powie Wam też, że są ludzie tacy jak ja, którzy na widok końców drżą z przerażenia. Zwłaszcza, gdy nie mogą od nich uciec. Albo próbują uciekać, ale już jest za późno. Są też tacy, którzy uciekają od początków i opóźniają je tak długo, że one czasem nigdy nie przychodzą. A są i tacy – pewnie większość – która nad tym się nawet nie zastanawia i przyjmuje wszystkie końce i początki bez wyjątku, bez protestu, tak po prostu.

Och, jak ja im zazdroszczę.

Advertisements

3 thoughts on “i know the sun was set to rise. końce i początki.

  1. Daria, głowa do góry. Trafiłem tutaj przez jakieś dziwne zrządzenie losu, ale w każdym razie trzymam za Ciebie kciuki – wszystko się ułoży.

    Take it in, breathe it out
    Let the sparrows in your house
    Show them where the attic is and let them be to set up shop
    Watch them sing, while you dance
    While you’re cooking, while you break shit
    Never let them go, it’s their escape, they’re escaping!

  2. Pingback: opowiem wam coś o byciu smutnym. | digging in the sandbox.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s