wyjaśnijmy coś sobie. osobiste.

Miałam kilka pomysłów na następnego posta, i być może jeszcze na następne. Ale wygląda na to że wszystko zbierze się w jednym miejscu, w jednym poście. Bo coś we mnie w końcu pękło. Myślałam że się spektakularnie rozpłaczę. Ale nie. Po prostu się wkurzyłam. I postanowiłam o tym napisać. A ponieważ to jest mój internetowy pamiętnik, piszę to wam, dla was. I dla siebie.

Coś osobistego i nic odkrywczego: jestem jaka jestem. Czasem dziwna, bez tajemnic ale pełna niespodzianek. Trudna, niezdecydowana, trochę porywcza, zmienna, dziwna. Staram się, chociaż czasem mi nie wychodzi. Często walczę ze sobą i dużo wtedy mówię do siebie.

https://scontent-fra3-1.xx.fbcdn.net/hphotos-xat1/v/t1.0-9/12118992_1121367541215568_7917591756904460646_n.jpg?oh=b2e6264be9397d7865bbbfc89b1b1317&oe=5691C107

(sama prawda na tym obrazku.)

Wiecie jak to jest. Albo i nie wiecie, ale ja robię to od tak dawna że nie widzę w tym absolutnie nic dziwnego. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie że czasem wręcz pomaga. Są rzeczy które tylko wypowiedziane na głos mają sens i przestają tak bardzo uwierać. Trochę tak jak z płaczem. I jak z tym moim pisaniem, które pomaga zachować higienę umysłu. Tak, czasem chowam po kątach, żeby inni nie widzieli moich łez, ale dawno przestałam już się bać i przejmować tym, co ludzie pomyślą albo powiedzą o takim ekshibicjonizmie emocjonalnym. Co zresztą działa w obie strony. Wolę dowiedzieć się nawet najgorszej, najbardziej nieprzyjemnej prawdy prosto w twarz niż próbować się czegoś domyślać. A musicie wiedzieć, że jak na kobietę jestem wyjątkowo mało domyślna.

Wyjaśnijmy coś sobie. Jak w temacie. Osobiste. O sobie. Lubię znać przyczynę i lubię znać odpowiedzi. Nie lubię spędzać za dużo czasu na bezsensownym rozmyślaniu. Denerwuje mnie to. Kiedy coś za mocno zaśmieca mi głowę to się denerwuję. Lubię też mówić ludziom rzeczy wprost. Staram się nie ukrywać swoich uczuć, ale czasem czegoś nie robię bo się zwyczajnie boję i to bardzo komplikuje mi życie. Niektórzy wiedzą, jak bardzo przejmuję się opinią innych. Tak, wychodzę z założenia – wydaje mi się, że słusznego – że nie jestem ani chlebem ani bułkami żeby wszyscy mnie lubili bo tak się po prostu nie da. Ale jednak się przejmuję, czasem może aż za bardzo. Chowam się wtedy w swojej skorupie. Za rondem kapelusza, chowam nos w szalik. Znikam. Nie ma mnie. Gubię się.

Ale dzisiaj początkowa melancholia przeszłam we wkurzenie. Na samą siebie i na to, na co nie mam wpływu. I to wkurzenie wywołało dzisiejszy wpis. I cieszę się, że tak się stało. Bo choć już wcześniej postawiłam mały krok w kierunku zmian, to dopiero moje wkurzenie sprawiło, że chcę się zebrać w sobie. Chcę przestać się bać. Chcę wreszcie odciążyć się od tych ton smutku, strachu, melancholii. Jesień i zima to jedno, ale niech chociaż w pozostałe pory roku będzie jaśniej i lepiej. Normalniej. Prościej. Żeby łzy nie były jedynym rozwiązaniem złych emocji. I żeby tych niedobrych emocji było jak najmniej. Jasne, wiem że nie stanie się to nagle i z dnia na dzień –

– ale myślę, że to całkiem dobry początek.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s